MOTYWACJA A DYSLEKSJA

//
Strona główna » Blog » Korekcja dysleksji » MOTYWACJA A DYSLEKSJA

Wielu rodziców martwi fakt, że dziecko nie chce już uczyć się czytać. Po prostu nie wychodziło mu wiele razy. W szkole ma z tego powodu same problemy, dlatego czytanie kojarzy źle. Czy możemy coś z tym zrobić?

MOTYWACJA A DYSLEKSJA

O tym, że motywacja to najważniejsza siła napędowa wszystkich działań, wie każdy z nas. Wystarczy porównać z jaką energią wstajemy z łóżka, gdy mamy natłok zadań w pracy, a z jaką zrywamy się, by spakować torbę na wakacje.

Ale przecież motywacja pojawia się nie tylko w sytuacji, gdy coś jest łatwe i przyjemne, prawda? Jako dorośli często obserwujemy, że jesteśmy w stanie dać z siebie bardzo dużo, by nauczyć się nowych, trudnych rzeczy. Ba! Czasem wręcz męczy nas praca, która nie stawia przed nami wyzwań. Uważamy, że od czasu do czasu człowiek powinien zrobić coś dla siebie i wyjść ze strefy komfortu. Oczekiwalibyśmy tej samej postawy od naszych pociech, ponieważ jesteśmy świadomi, że bez czytania w dorosłym życiu może być po prostu trudno… Tymczasem…

Jak zmotywować dyslektyka?

Tymczasem bywa różnie. Najczęściej rodzice skarżą się, że w pewnym momencie trzeba wręcz odpuścić czytanie, bo atmosfera w domu jest już tak napięta, że nie da się żyć. Dyslektyk na widok książki potrafi płakać, krzyczeć lub rzucać przedmiotami. Rodzic zastanawia się, jak sobie z tą sytuacją poradzić, bo nie chce torturować dziecka książką, ale z drugiej strony wypadałoby jakoś skończyć szkołę.

I tu może przyjść z pomocą metoda Rona Davisa. Dlaczego? Ponieważ nauka czytania tym sposobem wiąże się z przyjemnymi rzeczami: plasteliną, grami, technikami relaksacyjnymi.

Dlaczego plastelina?

Według Davisa problem z czytaniem polega na tym, że niektóre znaki umowne, takie jak litery lub cyfry, wywołują dezorientację. Dziecko odczuwa zamęt, trudno mu się skupić na tym, co widzi, bo do głowy napływa wiele myśli, a stres powoduje kłopoty z oddychaniem. Dlatego zamiast nieustannie narażać dziecko na ten przykry stan, należy zająć się przyczyną tego, co go wywołuje.

Pewnie każdy rodzic zauważył, że są litery trudniejsze i łatwiejsze. Dla dyslektyka te trudniejsze to „b”, „d”, „p”, „g”, które mogą się mylić. Czasem kłopot pojawia się przy takich parach jak „j” i „ł”, „w” i m”, „y” i u”, a także przy zmiękczeniach, dwuznakach, przy zbitkach spółgłosek.

Pracując metodą Davisa, zamiast ćwiczyć poprzez setki powtórzeń, wyklejamy trudne symbole w plastelinie. Rozmawiamy o tym, czym nasze plastelinowe modele liter się różnią. W czym są podobne. Dotykamy ich z zamkniętymi oczami, rozpoznając kształty. Szukamy wyrazów z tymi literami. Wyklejamy z plasteliny sytuacje, które można podpisać przy użyciu trudnych znaków.

Dysleksja a technika nisko wiszących owoców

Żeby przywrócić utraconą przez dziecko motywację, musimy skorzystać ze znanej techniki, polegającej na szybkich sukcesach. W psychologii biznesu każdy menedżer wie, co to znaczy „technika nisko wiszących owoców”. Żeby kogoś zaangażować, sprawiamy, by zaczął w krótkim czasie dostrzegać, że jego praca przynosi konkretne efekty. Jeśli pierwszy krok poszedł sprawnie, to dlaczego nie postawić drugiego? Ten mechanizm działa także w zwykłym życiu oraz w procesie nauki.

Dodatkowo warto sprawić, by sukces został zauważony

Chodzi bowiem o to, że dziecko często, nawet jeśli robi postępy, to najnormalniej w świecie tego nie widzi. Bywa jeszcze gorzej: zdarza się bowiem, że my, jako dorośli, nie dostrzegamy zmiany. Skupiamy się na celu, jakim jest płynne czytanie lub poprawne pisanie, i nie umiemy pochwalić tych pierwszych wyraźnych kroków, które do tego prowadzą.

„To wciąż nie tak, wciąż za słabo”. Takie komunikaty w żaden sposób nie zmotywują nikogo. Starajmy się znaleźć jakąś konkretną miarę. Na przykład na jednej stronie wyjściowo dziecko przekręca piętnaście wyrazów, a kiedy pracuje nad oddychaniem i skupieniem, osiąga piękny wynik: tylko pięć źle przeczytanych słów. To bardzo wymierne i naprawdę motywujące. Sprawia, że dziecko uzna techniki oddechowe za skuteczne i przy następnym czytaniu pojawią się tylko trzy pomyłki.

Czytanie wymaga treningu

Warto przewartościować podejście do nauki czytania. Nie powinno to mieć nic wspólnego ze szkołą, a raczej ze sportem. Być może wasze dzieci coś trenują. Piłkę, jazdę konną? Zastanówmy się, kim jest trener w tym przypadku.

Po pierwsze więc trener to osoba, która wierzy w zawodnika. Bez tego nie ma wyników. Zatem trener jest przekonany, że dana osoba da radę. Po drugie trener musi widzieć poszczególne kroki dojścia do celu. Kroki, a nie tylko ostateczny cel. Tak właśnie jest w metodzie Davisa. Od plastelinowego alfabetu poprzez interpunkcję, techniki oddechowe, skupienie uwagi, wyłapywanie trudnych słów, rozumienie, aż wreszcie do płynnego czytania.

Po trzecie trener musi wyraźnie śledzić, w jakim stanie zawodnik się znajduje. Czy dany wysiłek to dla niego coś dobrego, czy już go to zniechęci? Dlatego treningi Davisa są zawsze indywidualne. Bo wszystko jest dopasowane do danej osoby.

Jak widać, motywacja to delikatna sprawa. Łatwo ją niestety stłamsić, ale z drugiej strony czasem naprawdę niewiele trzeba, żeby ją odbudować. Dlaczego? Bo dzieci w głębi duszy chcą dobrze czytać i dobrze się uczyć. Wolą to robić bez wysiłku. I jeśli coś ma im to umożliwić, to… czemu nie spróbować?

ANITA CHMARA


Metoda Davisa

Metoda Davisa zakłada, że pracujemy od poniedziałku do piątku przez sześć godzin dziennie (zamiast szkoły) – z przerwami, grami edukacyjnymi oraz ćwiczeniami koordynacyjnymi poprawiającymi koncentrację. Skuteczność oceniana jest na 98 procent, trzeba jednak pamiętać, że nie wystarczy przyjechać, trzeba jeszcze kontynuować pracę w domu. Wiadomo już jednak jak to robić, żeby efekty przychodziły szybko.

Osoby zainteresowane metodą zapraszam do kontaktu.

ANITA CHMARA
Trener metody Davisa
mocdysleksji.pl
Masz pytania, zadzwoń: 607 639 262

https://www.znanylekarz.pl/anita-chmara/psychoterapeuta/bydgoszcz

Potrzebujesz konsultacji? Zapraszam

Dodaj komentarz