Korekcja dysleksji i dysortografii

Davis Dyslexia Correction Programme®

Metoda Rona Davisa obejmuje 30-godzinny kurs, rozłożony na pięć dni, podczas którego osoba z dysleksją oraz jej opiekun uczą się nowego sposobu pracy.

Jak wygląda korekcja dysleksji?

W ramach zajęć trener pokazuje, jak opanować rozproszenie, które jest kluczowym źródłem problemu. Każdy rodzic zaobserwował na pewno, że dyslektycy rozpraszają się łatwo, co nie wpływa dobrze ani na proces czytania, ani na zrozumienie tekstu czy też na skuteczne przyswajanie wiedzy. Dlatego każdy z programów Rona Davisa rozpoczyna się zawsze nauką związaną z umiejętnością opanowania rozproszenia.

Kolejny krok dotyczy pracy nad stresem. Dyslektycy łatwo się irytują, ponieważ nauka zajmuje im dużo więcej czasu niż powinna. Dobrze wiedzą, że nie chodzi tu o ich talent czy inteligencję, gdyż tego im nie brakuje. O co więc chodzi? Osoby, które nie pracowały metodą Rona Davisa, nie wiedzą, że rozpraszają się nad wyraz łatwo i często, nie mają też pojęcia, że tutaj tkwi przyczyna ich niepowodzeń. W trakcie naszej korekcji, kiedy już umieją zapanować nad biegającą wyobraźnią, ważne jest, by wiedzieli, jak to zrobić, by szybko i sprawnie wyciszyć negatywne emocje, a zwłaszcza niepokój, pośpiech, rozdrażnienie. Tutaj pomagają techniki oddechowe, które są na tyle proste, że można je zastosować podczas każdego sprawdzianu czy odpowiedzi ustnej.

Kroki do dobrego czytania i poprawnego pisania

Podstawa to szybkie opanowanie rozproszenia, nieuwagi, dekoncentracji

Techniki oddechowe pomagają radzić sobie z każdym szkolnym stresem

Każdy dyslektyk ma wpływ na tempo swojego czytania – zwalniamy i nie zgadujemy!

Krótkie słowa trzeba opanować przy pomocy modeli 3D wykonanych z plasteliny

Ortografia wymaga skojarzeń i systematycznej pracy, NIE opiera się na znajomości reguł

Rodzic musi wiedzieć, co zrobić, by opanować własne emocje i stres

Związane jest z tym także trzecie ważne narzędzie, zwane Zegarem Energii. Wiele osób w ogóle nie zastanawia się nad tym, że przy różnych czynnościach ich poziom energii bywa rozmaity. Na przykład zupełnie inny poziom energii towarzyszy nam, kiedy biegniemy na autobus, a inny kiedy czytamy lub piszemy. Zadaniem dyslektyka jest zaobserwować, jaki poziom energii sprzyja nauce. Zwykle dyslektycy chcą z taką samą energią czytać, jak grać w piłkę na boisku. A tak się nie da.

Dwie zasady: brak wysiłku, brak zgadywania

A teraz największa bolączka osób dyslektycznych: czytanie od środka, od końca, przekręcanie, zgadywanie, pomijanie niektórych wyrazów. Różne są przyczyny takich problemów, ale podczas treningu wszystkie są kolejno badane. Czasami jest tak, że jakieś konkretne litery budzą rozproszenie. Dlatego tak ważne jest, by pracować z każdą literą oddzielnie. Wyklejamy z plasteliny cały alfabet – mały i duży. Sprawdzamy, czy któraś z liter nie powoduje dezorientacji. Jeśli tak, stosujemy specjalne metody, żeby daną literę oswoić. Potem badamy, czy oko potrafi kontrolować tekst, patrząc od lewej do prawej, a także czy wytrwale śledzi czytany wyraz aż do samego jego końca. Zdarza się bowiem, że dyslektyk chce tylko rzucić okiem na całość i odgadnąć szczegóły, gdyż tak jest jego zdaniem szybciej. Naszym celem jest spowolnienie czytania po to, by stało się prawidłowe. Gdy nowy nawyk stanie się regułą, tempo w naturalny sposób się zwiększy.

Dlaczego dyslektyk nie czyta krótkich słów?

Czasami jednak wina nie leży po stronie liter, ani nawet kolejności ich czytania. Chodzi raczej o całe wyrazy, które dla dyslektyka są szczególnie egzotyczne. Najczęściej są to słowa, które nie mają swojego realnego obrazu. Na przykład: „ale”, „bo”, „więc”, „kiedy”, „stąd”, „skoro” itd. Te wyrazy są stosunkowo krótkie, a jednak często wywołują niepokój, gdyż dyslektyk nie może ich zobaczyć, a przecież zawsze, gdy myśli, chce swoją myśl obejrzeć. Skoro więc dany wyraz jest nierealny, dyslektyk automatycznie przestaje go zauważać, przeskakuje lub przekręca, czyta od końca lub podchodzi do danego słowa kilkukrotnie. Takie wyrazy wymagają, by stworzyć ich realne modele z plasteliny. Po prostu włączyć je do świata dyslektyka. Najpierw czytamy definicje danego wyrazu (jedną lub kilka), zastanawiamy się nad jej sensem, potem dyslektyk określa, jaka sytuacja wyklejona z plasteliny mogłaby to zobrazować.

Jak długo trwa praca w domu?

Nigdy nie wiadomo, ile słów należy wykleić. Wszystko zależy od tego, które wyrazy rzeczywiście wywołują rozproszenie podczas czytania. Czasem jest ich tylko sto, czasem więcej. Dlatego opiekun dyslektyka będzie ten proces kontynuował w domu: jeśli okaże się, że podczas czytania nastąpiła dezorientacja z powodu kolejnego wyrazu, potrzebujemy stworzyć jego model. Opiekun uczy się też, w jaki sposób sprawdzać, czy dyslektyk nie wpadł w stan dezorientacji oraz czy nie trzeba w danej chwili zastosować techniki relaksacyjnej, obniżającej poziom napięcia.

Jak wygląda korekcja dysortografii?

Dysortografia także wymaga wyklejania wyrazów z plasteliny. Nie wszystkich, oczywiście. Niektóre słowa są łatwe do nauczenia i wystarczy je raz zauważyć, kontrolując “biegającą wyobraźnię” i ustawiając zegar energii, by problemy na zawsze zniknęły. Jednak w przypadku szczególnie trudnych wyrazów, na przykład rzadko używanych, długich, z niczym się niekojarzących, wymagana będzie dłuższa praca.

A co, jeśli dyslektyk czyta, ale nie rozumie?

Często kłopotem jest czytanie ze zrozumieniem. W takim przypadku będziemy się skupiać na znakach interpunkcyjnych. Dla dyslektyka przecinki, kropki, średniki i myślniki są… niewidzialne. Nie istnieją, bo – podobnie jak owe wspomniane już krótkie słowa – nie posiadają realnego obrazu w rzeczywistości. Żeby jednak tekst zyskał sens, znaki interpunkcyjne muszą zostać dostrzeżone (a podczas pisania – muszą zostać użyte). Dlatego pracujemy nad nimi – wyklejamy je, śledzimy w tekście, czasami wykonujemy różne ćwiczenia ruchowe związane z pauzami podczas czytania (wszystko zależy od wieku dyslektyka).

Uczy się nie tylko dyslektyk, ale także rodzic

Jednocześnie zadaniem opiekuna jest zapanować nad własnymi emocjami. Wszyscy dobrze wiemy, że praca z dyslektykiem nie należy do łatwych, ponieważ tempo jego nauki jest zupełnie inne niż to, którego byśmy oczekiwali. Dlatego tak ważne jest, by opiekun w trakcie naszego treningu zobaczył, że dyslektyk pracuje dużo efektywniej, kiedy sam wyznacza częstotliwość przerw (ale nie ich długość), sam wymyśla przykłady, samodzielnie tworzy modele itp. Każda próba przejęcia kontroli nad procesem przez opiekuna kończy się spadkiem motywacji. Tymczasem celem naszych zajęć jest przekazanie odpowiedzialności za efekty samemu dyslektykowi. Inaczej trudno oczekiwać zmiany. Motywacja jest kluczowym elementem procesu i tego powinien nauczyć się każdy, kto wspiera dyslektyka w jego drodze do doskonalenia.

Dyslektycy zwykle przekręcają krótkie słowa, które nie tworzą oczywistego obrazu. „Mój”, „moich”, „moja”, „moje”… Dla dyslektyka to właściwie żadna różnica. Pracujemy nad tym, by ją zauważać.

Alfabet „na opak – od końca do początku. Oswajamy poszczególne litery, żeby się już nie myliły. Tak jak „b”, „d”, ”p”, „g” itp. Ustawione alfabetycznie, w normalnej kolejności są czymś w rodzaju wiersza, który łatwo wchodzi do głowy. Wtedy nie wiadomo, czy dyslektyk czyta prawidłowo, bo już je zapamiętał, czy też tak wynika z „melodii”…

Słowo „przy” wygląda podobnie jak „przed” albo „przez”. Bywa przekręcane i należy je wykleić.

Na zdjęciu model: „Który kubek jest mój?” Słowo „który” także jest przekręcanym często słowem-pułapką, ponieważ nie posiada żadnego realnego obrazu. Jest też trudne ortograficznie. Tu pisownię „ó” ma nam symbolizować okrągłe ucho przy każdym kubku.

Potrzebujesz konsultacji? Zapraszam