Rodzic dyslektyka w pandemii

//

Jeśli jesteś rodzicem dziecka z dysleksją, to prawdopodobnie nie jest ci łatwo w dobie pandemii. Nauczanie online wymaga, by mama lub tata w pewnej części zastąpili nauczyciela. Prac domowych do wykonania z dzieckiem jest coraz więcej, a umiejętności rodzic ma przecież te same, gdyż rzadko kto posiada przygotowanie pedagogiczne lub terapeutyczne. Dlatego całkiem zasadne wydaje się pytanie: dysleksja i… co dalej?

Wyciszyć stres

Widzimy to, ale nie wiemy, co zrobić. Nasze dzieci spinają się podczas czytania, pisania, widać też gigantyczny wysiłek, gdy wymagamy liczenia. Oddech przyśpiesza, ciało się kurczy, ręce wykonują nerwowe, chaotyczne ruchy. Dziecko – zamiast patrzeć na tekst – pociera oczy lub kładzie głowę na książce. Czasem wystarczy jedno trudne słowo w tekście, pomyłka i…. obserwujemy pierwsze symptomy stresu. Po chwili pojawia się nowa przeszkoda, więc stres narasta. Przy kolejnych dziecko leży pod stołem lub książka szybuje w jakiś odległy kąt. Spróbujemy postawić się w sytuacji dyslektyka: nerwy są tak wielkie, że czytanie, pisanie albo liczenie w poprawny sposób po prostu nie jest możliwe!

Stąd pierwszą rzeczą, do której przystępujemy, gdy pracujemy z dysleksją metodą Rona Davisa, jest nauka odprężania. Zaczynamy od ćwiczeń uczących, jak oddychać przeponowo, ponieważ to bardzo prosty sposób, by nasz dyslektyk potrafił samodzielnie się wyciszać. To jest aż tak ważne, że wręcz nie pozwalamy mu czytać dalej w stanie stresu, czekamy aż oddychanie zrobi swoje. Zasłaniamy tekst i przechodzimy do ćwiczeń. I wtedy nagle słowo, które wydawało się nie do przejścia, nabiera właściwego kształtu, litery układają się w odpowiedniej kolejności… Pamiętamy na pewno takie sytuacje, gdy byliśmy silnie zestresowani i musieliśmy wykonać czynność, wymagającą od nas precyzji. Nie było łatwo, prawda? W jaki sposób w silnym stresie nawlec nitkę na igłę albo na przykład włożyć klucz do dziurki? To, co zwykle jest banalne, staje się wręcz niewykonalne, gdy targają nami nerwy.

I teraz informacja, która może być i dobra, i zła. Od rodzica, od jego cierpliwości i opanowania, wiele zależy. Jeśli jako rodzice radzimy sobie z naszymi reakcjami, dzieci się od nas uczą. Obserwują, co robimy w sytuacjach trudnych i z czasem zaczynają działać podobnie. Nie od razu, rzecz jasna, ponieważ na początku nie mają jeszcze umiejętności panowania nad emocjami. Jednak jesteśmy dla nich najlepszymi nauczycielami. Musimy o tym pamiętać.

Tymczasem nauka w domu, kiedy wszystko jest na naszej głowie, nie wpływa kojąco, delikatnie mówiąc. Wiadomo przecież, że rola nauczyciela nie jest jedyną, jaką wykonujemy w ciągu dnia. Musimy ogarnąć cały dom, własną pracę, a także całą masę zwykłych życiowych czynności, które bombardują nas z każdej strony.

Znalezienie pasującej techniki

Oddychaj przeponowo z dzieckiem! To najszybsze i najprostsze, co możesz zrobić. Poza tym: relaksacja, mindfulness, muzyka, głaskanie kota, cokolwiek. Z całą pewnością znajdą się techniki, które Wam odpowiadają.

Jedną z nich jest taka, która w psychoterapii nazywa się poszukiwaniem bezpiecznego miejsca. Dyslektyk (rodzic też oczywiście może) wyobraża sobie najbezpieczniejsze miejsce, które pozwala mu odpocząć, zrelaksować się, odprężyć. Naprawdę nie ma żadnego znaczenia, co wybierzemy. Może to być las, łąka, środek gigantycznej truskawki, wioska Indian. Wiele dzieci tworzy dom dla siebie i ich psa, inne mówią, że jest to… grzbiet konia. Tu najważniejsze jest, by wybrane miejsce przenosiło nas do stanu emocjonalnego, który pozwoli nam łagodnie spojrzeć na świat i jego kłopoty, a także po chwili z całkowitym spokojem na trudny tekst i obliczenia.

Czytać wolniej, ale dokładniej

Nie wiem, dlaczego, ale ambicją wielu osób, które chcą pomóc dyslektykom, jest próba przyśpieszenia tempa podczas czytania. Tymczasem przecież dyslektyk nie widzi jeszcze wyrazów odpowiednio. Przyśpieszanie prowadzi na manowce.

Dlatego uwaga: czytanie musi się odbywać w odpowiednim tempie, na początku wolniej! Wolno, ale dokładnie – taka powinna być nasza dewiza. Z czasem, kiedy już dziecko nabierze nawyku czytania od lewej do prawej oraz od początku do końca (bez zgadywania), naturalnie i bez wysiłku zacznie przyśpieszać i zrobi to automatycznie, bez stresu i przekręcania.

Natomiast na początku wielu dyslektyków (właściwie nie znam takich, którzy tak nie robią) chce jak najszybciej skończyć już ten straszny proceder, jakim jest kontakt z książką, więc stara się czytać jak najszybciej. Zwykle są to tylko trzy pierwsze litery, a ciąg dalszy bywa po prostu zgadywany, czasem z wielkim wdziękiem, gdyż dyslektycy są niezwykle inteligentni (więcej: https://mocdysleksji.pl/talenty-dyslektykow/ i https://mocdysleksji.pl/slawni-dyslektycy/).

Niestety, sprawdziany przez to wypadają słabo, bo trudno zrozumieć polecenia, kiedy podstawowym narzędziem jest domyślanie się sensu… Jeśli zobaczysz, że dyslektyk tworzy sobie samodzielnie treść, nigdy nie pozwalaj na dalsze czytanie. Zasłoń tekst ręką i przejdź do ćwiczeń relaksacyjnych, na przykład do oddychania. Możesz też zrobić krótką przerwę, jednak bez odchodzenia od książki. Zobaczysz, jakie to niesamowite, ale kiedy dziecko drugi raz spojrzy na wyraz, przeczyta już prawidłowo!

Żeby się chciało chcieć

O motywacji można pisać latami, nie jest to łatwa sprawa, zwłaszcza, że system edukacji nastawiony na standaryzowanie, wcale nie pomaga dyslektykom uwierzyć w siebie. W sumie z motywowaniem dzieci pozostajemy sami. Naszą rolą jest wytłumaczyć, że każdy człowiek rozwija się w swoim tempie w różnych obszarach. Jedni mają talent do gry w piłkę i to ona nie sprawia im nigdy kłopotu, ale są tacy, którzy świetnie sobie radzą z organizacją zabaw albo doskonale budują konstrukcje z lego bez użycia instrukcji. Jedni są dobrzy z matematyki, inni polskiego lub biologii i wcale to nie jest dziwne, złe lub niepokojące. Jesteśmy różni.
Oczywiście, każdy z nas musi się nauczyć czytać, pisać i liczyć. Bo bez tego sobie po prostu nie poradzimy. Jeśli nie lubimy tego robić, załatwmy to konkretnie i miejmy z głowy.

Samo się oczywiście nie zrobi, stąd chodzi o to, by wybrać właściwą metodę – taką, która byłaby jak najmniej stresująca i jak najprzyjemniejsza. Może to być Metoda Rona Davisa.

Na mojej stronie znajdziesz programy, według których pracuję metodą Davisa. Jest więc:

Warto też pokazać dziecku, ile naprawdę czasu spędza na realnej pracy (wiemy, że nasz dyslektyk lubi zmieniać temat na przyjemniejszy, robić przerwy lub po prostu zalec pod biurkiem). Słyszałeś kiedyś o zegarze szachowym wykorzystywanym do motywowania? Chodzi o to, by liczyć czas, który spędzamy nad realną nauką (wtedy dziecko może wcisnąć swój zegar), oraz czas na przerwy (wówczas rodzic naciska przycisk przy swoim zegarze). Możemy użyć rzeczywistego zegara szachowego, ale możemy poszukać odpowiedniej aplikacji w Internecie. W ten sposób obrazowo pokażemy, jak bardzo faktyczny czas na zabawę odsuwa się z powodu mało efektywnych i niezbyt atrakcyjnych przerywników w postaci zagadywania, polegiwania tu i tam, wyjść do toalety, śledzenia życia za oknem itp.

Każdy postęp jest ważny

I jeszcze jedna rzecz: nagrody są najważniejsze. W procesie nauki nie powinno być kar, natomiast każdy postęp, nawet niewielki, musi zostać zauważony. Nie pytajcie, dlaczego tak się nie dzieje w szkole, dużo reformatorów edukacji walczy o to, by wreszcie ten stan zmienić. Niemniej, na razie możemy zacząć od siebie. Bardzo dobrym pomysłem jest stworzenie pudełka sukcesów. Wrzucamy do niego informacje o wszystkim, co wyszło – wystarczy, że wyszło w miarę dobrze. Na przykład tylko trzy zgadywania podczas czytania na stronę tekstu to sukces w postaci zapisu na małej, kolorowej karteczce „wspaniale przeczytana strona”.

To tylko kilka ważnych punktów, które mogą pomóc nam jako rodzicom w domowej edukacji. Jeśli ktoś jest zainteresowany metodą Rona Davisa zapraszam do książki „Dar dysleksji”, a także do mnie, na zajęcia na żywo oraz online. Praca jest indywidualna, ponieważ każde dziecko wymaga trochę innego podejścia. Z dysleksją, dysgrafią, dysortografią oraz dyskalkulią tą metodą pracują tylko dwie osoby w Polsce, ponieważ metoda Davisa jest na licencji. Na razie, z powodu pandemii, wolno nam także pracować przez Internet, co może być dla wielu rodziców dużym ułatwieniem.

Potrzebujesz więcej informacji? Serdecznie zapraszam do kontaktu telefonicznego. Zadzwoń i zapytaj, jak to działa i dlaczego używamy plasteliny.

ANITA CHMARA
Trener metody Davisa
mocdysleksji.pl
Masz pytania, zadzwoń: 607 639 262

Potrzebujesz konsultacji? Zapraszam

Dodaj komentarz